- na spacerze już nie chce chodzić za rączkę, tylko sam!
- potrafi się sam nakarmić - rączki z jedzonkiem trafiają prosto do paszczy
- coraz wiecej gada: mama, tata, baba, dada, kra kra, gha gha (kwa kwa) , ghe ghe (gę gę) , ghau ghau (hau hau) , ghiau (miau) , kakar (katar), kap kap, nananananana (miam mniam - kiedy chce jeśc , albo woła smoka), ści (świeci) , chap chap (chlap chlap) , gha (gra), brrrrrrrrrrr (brudne) brrrrrrrrrrruuuuu (brum), pa pa (paputki, pampersy, spacerek, i wszystko co zawiera w sobie literki pa), zi (oznacza dźwięk odkurzacza oczywiście)
- potrafi zdjąć spodnie/rajstopki i próbuje je ubrać - póki co nie trafia na nóżki:)
- potrafi zapinać i odpinać zamki
- uwielbia zabawę śrubokrętem
i wiele wiele innych
W ogóle jest oczywiście najmądrzejszy, najkochańszy i w ogóle w ogóle SUPER. gdyby tylko drań mały chciał spać sam w nocy albo chociaż spać spokojnie, byłby aniołem:) a tak jest najlepszym dzieckiem na świecie. Nabieram ochoty, żeby zaszaleć po raz kolejny.
no jak mi się nie chce wracać do roboty, no strasznie. fajnie z Młodym w domu być. i w dodatku znów się zrobił megafajny. chichra się do wszystkich i gada jak najęty. jak to mówi mama mojej cioci "z wirzchu za tatą, a śmiszny za mamą" :) w ogóle fajnie mieć dzieciora. ale też strasznie mecząco. a co to będzie jak wrócę do tego zakładu produkcji makulatury? nie wyobrażam sobie wstawania 6 razy w nocy i pobudki o 6.15... po tygodniu będę pewnie wyglądać jak zombie (jeszcze nie wiem dokładnie jak one wygladają, ale się dowiem - lustereczko prawdę powie) ciekawe też jak tatuś będzie wyglądał, bo to on przejmuje tymczasem pałeczkę. to dopiero może być zabawne. ale jak zwykle - pożyjemy zobaczymy. Cześć.
ze sobie nie kupię nic to było mocno do przewidzenia... za to wypstrykałam sie z kasy na ament! i to nie wiem na co.
do tego zafundowałam sobie na spacerniaku nową atrakcję w postaci obdartych obu pięt. nie wiem co mi strzeliło do łba żeby próbować rozchodzić nowe szpilki na 7-kilometrowym spacerniaku. Juz po 4 kilometrze krew się lała dwiema strugami a zarówno do celu jak i nazad do domu było za daleko... żeby było zabawniej to te pięty bardzo by mi się teraz sprawne przydały, bo za tydzień wesele . pójdę w klapaczach najwyzej i zrobię oborę jak zwykle. przeciez to ja na każdym filmie z wesel, studniówek etc. święcę bosymi i do tego czornymi nogami. jakby kto mial jakiś sposób na ekspresowe wygojenie tego tałatajstwa to niech wali smiało o każdej porze dnia i nocy. tymczasem smaruję mazidłem, ale efektow brak.
a w ogóle to piszę po kryjomu, bo teściowej sprzedawszy poganiacza miałam sprzątać chałupę. nie mówcie nikomu że się opier.... bo wiecej nie dostanę wychodnego.
a w ogóle 2. to dlaczego nigdy nie słyszałam o facecie który obtarł sobie nogi butami, albo o takim który próbował one rozchodzić? moze oni poprostu kupują buty takie akurat? dziwaki.
i jeszcze ... pozdrawiam tego co tu przychodzi wpisujac w goglach frazę "jak napisac pisemna czesc egzaminu ratownik medyczny" :))
no i w końcu przyszła wypłata. przez cały zeszły miesiąc biadoliłam w duchu że nic sobie od dawna nie kupiłam, i że po wypłacie się odkuję. no i jest - kasa na koncie, a ja bez pomysłu. przekopuję allegro szukajac inspiracji, ale za chorere nie wiem co. to mi się nie podoba, a tamto bez sensu- szkoda kasy... bo cały dylemat wynika z tego że to musi być coś co mnie bedzie cieszyć długo - a co najmniej do nastepnej wypłaty i co się bardzo przyda. i dupka. nie mam pojęcia.
potrafię wymyślić z tysiac rzeczy które są potrzebne Maćkowi, a dla siebie nie mam weny.
numer jest o tyle smieszniejszy, ze jak tylko spłuczę się z kasy na pierdoły i tzw. życie to od razu wrócą pomysły . i żyj tu z taką babą:)
Męczyduszom donoszę że żyję i mam sie dobrze. Znaczy znów jest mnie wiecej niż przed rokiem i to nawet o jednego więcej:) dobrze, że on śpi ten jeden, bo tylko dzięki temu mogę cuś tu napisać męczyduszom onym. Buźki.
żeby nie zostało już tak, że tak się odchudzam, to wam tylko powiem, że już nie pamiętam nawet kiedy na tej diecie byłam, ale rezultat okazał sie trwały- tak jak mi spadło, tak zostało. Diata trwała z założenia dwa tygodnie, to co schudłam zawdzięczam pierwszemu jej tygodniowi, a w drugim, to już oszukiwałam, bo sałata mnie zaczęła odrzucać i ta cała wołowina. wiec później to już modyfikowałam, wybierajac te posiłki , które mi nie stawały w gardle. Po diecie zdecydowanie nie chciało mi się przez jakiś miesiąc słodyczy,. i w ogóle jadłam dużo mniej niż przed. I to sie chyba jeszcze utrzymuje. Ale sama dieta jest dość masakryczna. Trzeba do niej podejść zdroworozsadkowo, bo się naprawdę można wykończyć. Dobrze mieć przy sobie chociaż landrynkę w razie jak zrobi się słabo.
A napisałam to w razie gdyby ktoś zechciał iść w moje ślady, i myslał, że to taka przyjemna dietka. Bo nie jest taka. Ale to była pierwsza prawdziwa dieta odchudzajaca , jaką stosowałam i jeśli kiedyś bedę jeszcze chciała , to do niej sięgnę. Bo jak zaczynam się odchudzać, to niestety chcę rezultatów od razu, a nie za rok, nie jestem typem długodystansowca...
Porzuciwszy temety żywieniowo-trawienne :) donoszę, że u mnie wszystko gra i śpiewa jak kapela z Karczewa. Oraz śpiewa i tańczy jak zespół z Komańczy :) Ino, ze mnie cholernie bolą oczy po wyjściu z pracy. Bite 8 godzin wlepiania gał w komp nie pomaga. I dlatego w domu nie mogę już zbyt długo patrzeć w monitor. Oraz bolą mnie bary i szyjka - od patrzenia w klawiaturę. Więc chadzam na basenik oraz jeżdżę rowerkiem i chodzę piechotą z pracy, bo czuję, że muszę sobie zrekompensować jakoś tą mękę i niewolę organizmu. Dlatego internet chwilowo przegrywa, ale to wcale nie znaczy, że o Was nie pamiętam, czy już nie lubię. Już chyba na zawsze bedzie mnie ciekawiło co u Was słychać, więc w razie potrzeby czy ochoty piszcie , dzwońcie, bo ja tu jestem :) Buziaki
A w ogóle to nie robię korekty, bo jak zacznę, to w ogóle nic tu nie powieszę, bo mi tak oczka łzawią, ze szok. Buziale. Pa:)
Się ostatnio przyczaiłam, bom na diecie - takiej niby z Kopenhagi. Co dzień ubywa jedno kilo, a razem z tym kilem tona dobrego samopoczucia. ale jak się raz w życiu zaparłam, to wytrzymię, no, chyba, że bym nie wytrzymała... jak nie zniknę , to się odezwę niebawem. Buziaki